Westvleteren z Ypres

Tak zwie się mocniejsza (dłużej leżakująca) odmiana piwa Chimay, zwanego „piwem trapistów”.

Niedawno marka ta zawitała z Belgii do Francji. Choć dotąd była dostępna w wielu europejskich sklepach, aktualnie produkowana jest i we francuskich koncernach i – tradycyjnie – pod czujnym okiem belgijskich ekspertów. A jeszcze cztery wieki temu ekspertami tymi byli wyłącznie niderlandzcy mnisi. Dziś nad gatunkiem Westyleteren pracują laboranci, dysponujący super nowoczesnym sprzętem, jak również specjaliści od marketingu, planujący atrakcyjne kampanie reklamowe oraz stały rozwój browarnictwa belgijskiego.

Pewne, dawne normy muszą być jednak zachowane: żeby wyżej zaprezentowane piwo nazwane zostało dziełem trapistów, uwarzyć je muszą, oczywiście, mnisi – browarnicy. Ponadto, część dochodu uzyskanego ze sprzedaży trunku, powinna trafić na cele społeczne. Dziewiętnastowieczny zakonnik bowiem bardziej kojarzył się z pracą na rzecz ludzi, ze służeniem ziemi, Bogu i narodowi, niż z nowoczesnym wizerunkiem kapelana, popijającego na wakacjach likier kokosowy.

Belgijscy trapiści odpoczynku nie zaznali, gdyż albo uprawiali pole, albo wykonywali szereg prac gospodarskich albo właśnie warzyli piwo, którym później raczono parafian. Sprzedawano je też do innych wiosek oraz miast – a zdobyte fundusze przeznaczano na renowację kościoła lub na pomoc najbiedniejszym.

Reguła świętego Benedykta głosi przecież, iż zakonnik złożywszy śluby, utrzymuje się z pracy rąk własnych. Dlatego belgijscy braciszkowie wyspecjalizowali się w rolnictwie, w produkcji serów, a nade wszystko: w warzeniu przedniego alkoholu. Cieszył się on nie mniejszym zainteresowanie co dzisiaj, dlatego butelka Westvleteren z Ypres nawiązuje do dawnych lat: jest dość siermiężna w kształcie, ma ciemny kolor, grube szkło i bywa zamykana korkiem i wiązana miedzianym drucikiem. To idealny souvenir z Belgii!

Wspomniana marka, jako jedna z siedmiu światowych gatunków, zyskała przydomek: Authentic trappist product i oryginalność tę czule pielęgnuje. Sam browar klasztorny w Ypres, spalony podczas bitwy w 1918 i plądrowany za czasów walki z kościołem katalickim (tj. na początku XX wieku, gdy wyrzucono mnichów z opactwa), znalazł nową siedzibę i wciąż prężnie działa, radując podniebienia Belgów oraz kubki smakowe innych piwnych zwolenników.

Komentarzy: 2

  • TomekMiler pisze:

    Co za bzdury. Nie jestem specjalistą w dziedzinie piwa, ale akurat byłem w browarze Westvleteren.
    Marka dostępna w wielu sklepach? Zawitała do Francji? Naprawdę słabo.

    • user pisze:

      Marka dostępna w wielu sklepach w Belgii i we Francji… A sam browar w Westvleteren – wspaniały! Naprawdę warto zwiedzić.

Dodaj komentarz